poniedziałek, 7 grudnia 2009

Pijani kierowcy itd.

I znowu rozpętała się debata o pijanych kierowcach w Polsce. Znowu, bo temat ten ciągle wraca, ilekroć zdarzy się kolejny długi weekend, kolejne święta, albo zapadnie wyrok w sprawie. Dziś taki właśnie zapadł, 12 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów za zabicie dwóch nastolatek. Jest więc o czym mówić w telewizji, pytać ekspertów i "ekspertów", wszczynać debaty niemal narodowe i tak dalej, i tym podobne. Bezskuteczne są te debaty i wysiłki, bo pijanych kierowców nie brakuje i raczej nie zabraknie. Dlaczego?

Dobre pytanie, na które spróbuję odpowiedzieć, choć żadnym ekspertem ani "ekspertem" nie jestem. Ale jestem kierowcą, ale też - a raczej przede wszystkim - mężem, ojcem, synem, bratem itd., a problem dotyczy nas wszystkich. Bo pijany kierowca może okaleczyć lub zabić każdego z nas, każdego z naszych bliskich. Czemu więc polscy kierowcy tak chętnie wsiadają za kierownicę "w stanie wskazującym"? Przyczyn jest chyba kilka.

Przyczyna pierwsza. Polska to taki bardzo specyficzny kraj, którego naród bardzo walczył z komuną, ale jednocześnie bardzo jej uległ. Po 20 latach nowej rzeczywistości nadal Polacy uważają, że wszystko da się załatwić, bo w komunie inaczej się nie dało, wszystko trzeba było "załatwić". Złapią mnie po pijaku? Jakoś to się załatwi, z polcijantami na miejscu, albo poszuka znajomych w policji albo sądach. W dużych miastach jest z tym gorzej, ale w małych miejscowościach i wsiach? Przecież tam wszyscy się znają.

Przyczyna druga, mająca to samo źródło, co pierwsza. Polacy po prostu piją, bo jest fajnie, bo jest cool, bo jest ... (tu wpisz dowolne słowo). I piją niemal wszyscy, bo bez picia nie ma podobno dobrej zabawy. A bawić się przecież trzeba. No i do domu w końcu wrócić przecież trzeba. Na taksówkę szkoda kasy, przecież przyjechaliśmy własnym samochodem. Innej opcji dotarcia na przyjęcie czy też imprezę nie ma, bo trzeba się pokazać w swojej furze, która jest w Polsce wyznacznikiem statusu społecznego. A jak ktoś się będzie czepiał, że chcemy jechać po pijaku? Zakrzyczą go wszyscy, bo to "cienias". Jest więc społeczne przyzwolenie dla nietrzeźwych kierowców.

Przyczyna trzecia. Prawo w Polsce jest fikcyjne. Co z tego, że za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu grozi całkiem surowa kara? Ilu kierowców, złapanych w takim stanie, ponosi odpowiedzialność? Niewielu, bo przecież każdy lubi wypić, więc trzeba się nad człowiekiem zlitować. Chyba że spowoduje wypadek, co gorsza z ofiarami śmiertelnymi, wtedy jest już z klientem kiepsko, a naprawdę fatalnie jest ze sprawcą wtedy, gdy nie ma żadnych znajomości. Czyli mówiąc krótko: nie ma nieuchronności kary.

Przyczyna czwarta. Polacy ogólnie jeżdżą fatalnie. Na jednej z konferencji, poświęconej bezpieczeństwu na drogach, optymistycznie zaprezentowano dane, według których polscy kierowcy co prawda nadal przodują w liczbie kolizji, ale procentowy udział pijanych sprawców jest o wiele niższy niż w krajach europejskich. Jest się z czego cieszyć? W żadnym wypadku, po prostu przeciętny kierowca europejski musi się upić, żeby spowodować wypadek, my to robimy na trzeźwo, czyli nie umiemy jeździć. A jak do tego dochodzi jeszcze alkohol...

Przyczyna piąta. Bo o tym tylko się mówi, ale nic z tym problemem nie robi. Politycy wraz z całą UE chcą nam nakazać zdrowy tryb życia, zabronić np. palenia papierosów w knajpach, a nie potrafią zadbać o nasze życie. Już dawno powinna być zmieniona kwalifikacja czynu, czyli spowodowania po pijaku wypadku ze skutkiem śmiertelnym, na morderstwo z premedytacją, takich spraw nie da się już tak łatwo "załatwić". Ale na takie zmiany nie ma co liczyć, bo przecież "każdemu się zdarza"... I kółko się zamyka. I problem znowu ucichnie. Aż jakiś pijany kierowca (czytaj: morderca) zabije kolejne osoby. I to spektakularnie, bo drobiazgami media się przecież nie zajmują...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz